Rekordowe ceny paliw w Polsce. Czy benzyna i diesel potanieją jeszcze w 2026 roku?
Jeszcze kilka miesięcy temu kierowcy zastanawiali się, czy benzyna ponownie przebije poziom 7 zł za litr. We wrześniu 2026 roku sytuacja wygląda już zupełnie inaczej. Ceny na stacjach poszły mocno w górę, szczególnie w przypadku oleju napędowego, a tankowanie pełnego baku ponownie stało się wydatkiem, który realnie czuć w domowym budżecie. Jednocześnie wrócił temat państwowych działań osłonowych i programu „Ceny Paliwa Niżej”, czyli CPN.
Temat jest gorący, ale również pełen uproszczeń. W mediach pojawiają się zapowiedzi obniżek, informacje o nowym podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych i pytania o to, czy ceny przy dystrybutorach faktycznie spadną. Warto więc oddzielić to, co już obowiązuje, od tego, co dopiero znajduje się w procesie legislacyjnym.
Ceny paliw we wrześniu 2026 roku. Diesel najmocniej uderza po kieszeni
Wrzesień przyniósł kierowcom bardzo wyraźne podwyżki. Według danych e-petrol z 16 września średnia cena benzyny Pb95 wynosiła około 7,99 zł za litr, natomiast olej napędowy kosztował średnio około 8,89 zł za litr. Autogaz również podrożał i przekroczył średnio 3 zł za litr. W praktyce oznacza to, że właściciel diesla tankujący 50-litrowy zbiornik musi zostawić na stacji około 445 zł.
To duża zmiana w porównaniu z końcówką wakacji. Do 31 sierpnia działał rządowy pakiet „Ceny Paliwa Niżej”. Jego elementami były obniżona z 23 do 8 proc. stawka VAT na benzynę i olej napędowy oraz maksymalne ceny detaliczne paliw. Jeszcze 25 sierpnia limit wynosił 6,57 zł za Pb95 i 7,61 zł za litr oleju napędowego.
Po wygaśnięciu programu ceny ponownie zaczęły w większym stopniu reagować na warunki rynkowe. Nie oznacza to jednak, że cały wzrost można wyjaśnić wyłącznie końcem tarczy. Na cenę litra paliwa składają się notowania ropy, kurs złotego wobec dolara, ceny hurtowe, marże, podatki, logistyka oraz sytuacja geopolityczna. W 2026 roku kilka z tych czynników zadziałało jednocześnie.
Dla kierowcy liczy się przede wszystkim efekt końcowy. Przy Pb95 kosztującym około 8 zł zatankowanie 50 litrów oznacza wydatek bliski 400 zł. W przypadku diesla rachunek jest jeszcze wyższy. Dla osoby codziennie dojeżdżającej samochodem do pracy różnica w miesięcznych kosztach może być już bardzo odczuwalna.

Dlaczego benzyna i diesel tak mocno podrożały?
Ceny na polskich stacjach nie powstają w oderwaniu od światowego rynku. Jednym z głównych czynników jest cena ropy naftowej. Gdy surowiec drożeje, rośnie koszt produkcji paliw, a zmiana z pewnym opóźnieniem dociera do cen hurtowych i detalicznych. We wrześniu 2026 roku rynek pozostaje napięty m.in. z powodu zakłóceń dostaw i sytuacji na Bliskim Wschodzie. Ministerstwo Finansów również wskazuje sytuację na światowych rynkach energii i konflikt na Bliskim Wschodzie jako tło obecnego wzrostu cen.
Znaczenie ma również kurs dolara. Ropa jest rozliczana na światowych rynkach właśnie w amerykańskiej walucie, więc osłabienie złotego może powodować, że nawet przy stabilnej cenie baryłki polscy importerzy płacą więcej. Silniejszy złoty działa w przeciwną stronę i może częściowo amortyzować droższą ropę.
Kolejnym elementem są podatki. Kierowca płacący przy kasie za litr benzyny nie kupuje wyłącznie paliwa jako produktu. W cenie znajdują się m.in. VAT oraz inne obciążenia. Dlatego zmiana stawek podatkowych może szybko przełożyć się na końcową cenę, choć nie jest jedynym czynnikiem decydującym o tym, ile widzimy na pylonie stacji.
Warto też pamiętać o różnicach między stacjami. Nawet przy podobnych kosztach hurtowych jedna sieć może zmieniać cennik szybciej od drugiej. Znaczenie ma lokalna konkurencja, położenie stacji, koszty transportu i polityka cenowa operatora. Przy wysokich cenach bardziej niż zwykle opłaca się więc porównać kilka punktów w okolicy. Różnica 20–30 groszy na litrze przy większym tankowaniu przestaje być drobiazgiem.
Czy rząd obniży ceny paliw? Powrót programu CPN nie jest jeszcze przesądzony
W połowie września temat osłon dla kierowców wrócił do Sejmu. Rząd ponownie przedstawił projekt podatku od nadzwyczajnych zysków osiąganych przez firmy zajmujące się produkcją i handlem paliwami. Według założeń Ministerstwa Finansów stawka podatku ma wynosić 60 proc. nadwyżki zysku ponad poziom referencyjny, a wpływy szacowane są na około 4 mld zł. Środki mają pomóc finansować działania ograniczające skutki wysokich cen paliw.
18 września Sejm uchwalił ustawę ponownie. Za jej przyjęciem głosowało 237 posłów, 202 było przeciw, a jeden poseł wstrzymał się od głosu. Ustawa ma teraz trafić do Senatu. Oznacza to, że na dzień publikacji tego artykułu nie można jeszcze napisać, że obniżka cen została wprowadzona. Proces legislacyjny trwa.
Premier Donald Tusk zapowiedział, że po wejściu ustawy w życie rząd chce ponownie uruchomić program „Ceny Paliwa Niżej”. Poprzednia odsłona CPN obowiązywała do 31 sierpnia i obejmowała zarówno obniżony VAT, jak i maksymalne ceny benzyny oraz oleju napędowego. Nic dziwnego, że ewentualny powrót programu wzbudza duże zainteresowanie kierowców.
Trzeba jednak uważać na nagłówki sugerujące, że konkretna cena paliwa jest już gwarantowana. Na razie mamy uchwaloną przez Sejm ustawę dotyczącą źródła finansowania i zapowiedź ponownego uruchomienia osłon. Dopóki cały proces nie zostanie zakończony i nie pojawią się ostateczne zasady nowego programu, trudno odpowiedzialnie wskazać, ile dokładnie będzie kosztowała Pb95 czy diesel.

Czy warto czekać z tankowaniem? Co może wydarzyć się z cenami do końca roku?
Wysokie ceny paliw kuszą, żeby odwlekać tankowanie z nadzieją na nagłą obniżkę. W praktyce prognozowanie cen z dnia na dzień jest trudne. Jeżeli ropa pozostanie droga albo pojawią się kolejne zakłócenia dostaw, presja na stacje może się utrzymać. Jeśli sytuacja na rynku surowców się uspokoi, złoty się umocni albo ponownie zaczną działać mechanizmy osłonowe, ceny mogą spaść.
Nie ma więc większego sensu jeżdżenie na rezerwie w oczekiwaniu na konkretną datę obniżki. Przy obecnych cenach można czasem zaoszczędzić, wybierając tańszą stację, korzystając z programów lojalnościowych i tankując poza autostradami czy głównymi trasami. Warto też pilnować ciśnienia w oponach i unikać agresywnego przyspieszania, ponieważ przy paliwie kosztującym około 8–9 zł każdy dodatkowy litr spalania staje się zauważalnym wydatkiem.
Dla kierowców ważne będzie teraz przede wszystkim to, co wydarzy się z ustawą i czy program CPN rzeczywiście wróci. Zapowiedzi warto jednak traktować ostrożnie. Państwowa interwencja może ograniczyć cenę płaconą przez kierowców, ale nie usuwa przyczyn wysokich notowań ropy na światowych rynkach.
Jesień 2026 roku ponownie przypomniała, jak mocno koszty codziennej motoryzacji zależą od wydarzeń daleko poza Polską. Dla kierowcy różnica jednego złotego na litrze oznacza dziesiątki złotych przy każdym większym tankowaniu. Dla firm transportowych i osób pokonujących tysiące kilometrów miesięcznie skala jest jeszcze większa.
Dlatego ceny paliw pozostaną jednym z najważniejszych motoryzacyjnych tematów najbliższych tygodni. Pytanie nie brzmi już tylko „dlaczego paliwo drożeje?”, ale przede wszystkim: czy zapowiadane działania rzeczywiście przełożą się na niższe ceny przy dystrybutorach i jak długo ewentualna ulga będzie odczuwalna.
